StarszyBrat PREZENTUJE: This ain’t no disco, It ain’t no country club either

StarszyBrat PREZENTUJE:  This ain’t no disco, It ain’t no country club either

Znacie StarszegoBrata i wiecie już, że często pisze o muzyce wykonywanej przez mężczyzn. Tak się złożyło. Wiecie też, że lubimy lata osiemdziesiąte i dziewięćdziesiąte. Powstało wtedy dużo dobrej muzyki. Stwierdzenie “All I wanna do is have a some fun before I die,” nabrało innego wymiaru, Bogowie rock’n’rolla zaczęli się starzeć, na scenie pojawiły się niunie.

Dzisiaj napiszemy więc o fajnej niuni, która przy okazji fajnie śpiewa. I zajebiście gra na gitarze. A to StarszemuBratu imponuje. Niektórzy nawet nazywają tę niunię Królową Rock’n’rolla. W latach dziewięćdziesiątych niunia nie wylewała za kołnierz i tęgo imprezowała.

“All I Wanna Do” pochodzi z wydanego w 1993 roku płytowego debiutu Sheryl Crow “Tuesday Night Music Club”. I naturalnie, aczkolwiek dosyć niespodziewanie, kojarzy się z Kalifornią i Los Angeles. Dlaczego niespodziewanie? Dlatego że Sheryl pochodzi z Missouri.

“All I Wanna Do” na pierwszy rzut oka (ucha) brzmi popowo. Chwytliwy refren i “all I wanna do”. Ale się nie zniechęcamy i wsłuchujemy w tekst:

“This ain’t no disco, It ain’t no country club either” – robi się ciekawie :) Dalej jest jeszcze lepiej. To nie jest, mimo pierwszego wrażenia, pogodna piosenka o pogodnej Kalifornii. Jest gorzka, dołująca, tak jak lubimy! I chociaż w Los Angeles jest dużo więcej ciekawych rzeczy do zrobienia niż poranne picie piwa w barze naprzeciwko myjni samochodowej, to z Sheryl możemy się sponiewierać na największym nawet zadupiu. I nie będziemy narzekać, że amerykański Bud to gorsze siki niż szczynowate meksykańskie Chango (takie niby piwo). Niespecjalnie Nam też przeszkadza, że Sheryl Crow w lutym skończyła 50 lat.

W tym momencie w felietonie następuje niespodziewany zwrot akcji.

Sheryl bardzo dobrze wypada na koncertach. And it makes Us happy! Więc popatrzmy i posłuchajmy.

A Wy, lubicie Sheryl Crow?

/StarszyBrat

Leave a Reply