StarszyBrat PREZENTUJE: It doesn’t matter if we all die

StarszyBrat PREZENTUJE: It doesn’t matter if we all die

The Cure to jeden tych z zespołów, który niezmiennie powoduje u StarszegoBrata podwyższone tętno i przyspieszony oddech.. Zwłaszcza twórczość z lat 80-tych! Trudne do zrozumienia, niejasne i przesiąknięte skrajnym pesymizmem dekadenckie teksty, wyśpiewane histerycznym wokalem Roberta Smitha. Do tego oszczędne, ponure i apokaliptycznie brzmiące melodie.. Na dokładkę efekt wzmacniają dziwne fryzury i makijaż. ”But the fear takes hold. Creeping up the stairs in the dark waiting for the death blow..” Bądźmy szczerzy. Zawsze baliśmy się tej muzyki. Baliśmy się, że szalone dźwięki wywabią na zewnątrz Nasze demony. Baliśmy się, że jesteśmy słabi, nic nie warci, a życie jest po prostu do dupy i czas kończyć.. ”One more day like today and I’ll kill you” Albo zrobić coś jeszcze gorszego..

Egocentryzm, samobójcze próby Smitha, depresje, narkotyki, bójki między członkami grupy prowadziły do nieuchronnego (?) rozpadu zespołu. W 1990 roku trasa koncertowa promująca album ”Disintegration” miała być ostatnią szansą na zobaczenie The Cure na żywo.. Chłopaki się jednak pozbierali, zmienili stylistykę (Friday I’m in Love – optymistyczny, lekki kawałek), ruszyli w kilkuletnią trasę koncertową. Od tego czasu skład się kilka razy zmieniał, a muzyka The Cure, mimo, że bardziej rockowa, gitarowa jest utrzymana w lekkim klimacie – utwory w większości optymistyczne traktują o miłości takich tam bzdetach..

StarszyBrat zdecydowanie poleca, bo przecież za oknem szaro i brudno.. mroczną trylogię: albumy z początku lat 80-tych ”Seventeen Seconds”, ”Faith” i ”Pornography”.

A zwłaszcza

Bo to chyba najbardziej niepokojąca płyta The Cure. W opinii StarszegoBrata zdecydowanie najlepsza. Bardzo symptomatyczne: utwór

otwierający album zaczyna się słowami: „It doesn’t matter if we all die„.

W trakcie nagrywania cały zespół był w stanie skrajnych zaburzeń psychicznych, depresji i załamań nerwowych. Narkotyki, wóda i środki psychotropowe traktowane przez The Cure jako suplement diety dopełniły dzieła zniszczenia. W efekcie tego utwory sprawiają wrażenie pisanych w zupełnym oderwaniu od rzeczywistości, na krawędzi szaleństwa. Teksty są przepełnione skrajnym pesymizmem, traktują o śmierci, upadku i rozpadzie wszelkich pozytywnych wartości.

Album ”Pornography” to propozycja dla słuchaczy z mocną psychiką. Z drugiej strony jest to jedna z fundamentalnych pozycji gotyckiego rocka i po prostu trzeba ją znać.

Pisząc o The Cure po prostu nie sposób nie napisać kilku słów o piosence

która ukazała się na  soundtracku ”The Crow”. Do dziś jak słyszymy ”Every night I burn” mamy przed oczami Brandona Lee z makijażem, który później ktoś skopiował dla Jokera w ”The Dark Knight”.

“Burn” to nie jest lekka i przyjemna piosenka dla miłośników disco ”Every night I burn. Every night I fall again”. Tekst jest ciężki i dołujący. Pięknie nawiązuje do mrocznej trylogii. Więc przed snem zanućmy cicho, żeby nie wkurwiać żony/męża/sąsiadów:

But every night I burn

Every night I call your name

Every night I burn

Waiting for the world to end

Every night I burn

Dream the crow black dream

Nucimy Burn, widzimy The Crow..

/StarszyBrat

Leave a Reply