StarszyBrat PREZENTUJE: Historia jednej imprezy.

StarszyBrat PREZENTUJE: Historia jednej imprezy.

 

 

 

 

 

 

 

 

Jest rok 1995, właśnie rozpoczął się rok akademicki, studia zbliżają się do końca. Wybieramy tematy prac magisterskich, snujemy plany na przyszłość. Bosze, jacy My byliśmy wtedy dorośli! Świat stał u Naszych stóp, szczęście, władza i pieniądze były na wyciągnięcie ręki. Życie smakowało tak intensywnie. W kinie leci film „Pulp Fiction”. Wszyscy widzieliśmy go po kilka razy.

Koleżanka zorganizowała imprezę. Piliśmy wódkę, wino, piwo i co tam jeszcze znaleźliśmy w dowolnych proporcjach i w dowolnej kolejności. Kolega (ten, od którego kilkanaście lat później trzeba było odganiać Turków w Wiedniu) już około północy leżał i tulił się do pawia. W oparach dymu (też) tytoniowego toczyliśmy zażarte dyskusje: na kogo głosować? Kwaśniewski czy Wałęsa? Ale przede wszystkim rozmawialiśmy o „Pulp Fiction”. O tym, że gdyby film ułożyć w kolejności chronologicznej, ostatnim zdaniem byłoby kultowe „Zed’s dead, baby. Zed’s dead”. Jaraliśmy się portfelem Julesa i marzyliśmy o hamburgerze z Big Kahuna. Zachodziliśmy w głowę, co było w tej walizce? Inny kolega rzucił do koleżanki tekst:

Ta się oburzyła i udowodniła, że kobietą jest już od dawna.

Całą noc tłukliśmy soundtrack, do dziś jak słyszymy któryś z kawałków z „Pulp Fiction”, momentalnie przenosimy się w czasie i przestrzeni. Czujemy dym, w ustach posmak ciepłej wódki. Było tak zajebiście!

Minęło trochę więcej czasu niż dwa machnięcia ogonem. Kim i gdzie jesteśmy teraz? Przepiliśmy młodość, przegraliśmy z życiem. Jesteśmy nikim i żebrzemy pod mostem. Golden Loch = spełnienie marzeń.
/StarszyBrat

One Response to “StarszyBrat PREZENTUJE: Historia jednej imprezy.”

  1. admin pisze:

    Pulp Fiction… nadal jeden z moich ulubionych obrazów ;)

Leave a Reply